Wesprzyj projekt! / facebook / english / powrót

Dlaczego kominiarki? Zamiarem jest odarcie sprawców z posiadanej władzy i przekazanie jej osobom, które ucierpiały na skutek aktów nienawiści. Nie chcę, żeby fotografowane osoby jawiły się jako ofiary wystawione do oglądania. Jednocześnie, chcę, aby ich doświadczenie uzyskało reprezentację. Chcę swoim bohaterom dać konfrontacyjną obecność, nie litościwą. Nie chcę, aby ich twarze i tożsamość zostały przekształcone we zewnętrzne obiekty, oddzielone od rzeczywistości widza. Chcę, aby fotografowane osoby posiadały uzewnętrznioną siłę. Wierzę, że anonimowość i symbolika kominiarki przyczyni się do bezpośredniości.

Dlaczego różowy? Kolor ten, jest związany z tożsamością i przemocą od dziesięcioleci. Był kolorem dla chłopców, teraz jest uważany za dziewczęcy. Homoseksualiści w nazistowiskich Niemczech byli oznakowani różowym trójkątem. W późnych latach 70⁠–tych, kolor był używany do poskromienia agresywnych tendencji więźniów (dalsze badania obaliły mit, a badacze zasugerowali, że psychologiczny efekt koloru był wywołany poniżeniem). Różowy to elegancki i wizualnie przyjemny kolor, z tradycją osadzoną w przemocy i dominacji.

Dlaczego elementy tożsamościowe? Niektóre elementy tożsamościowe wyrażane przez bohaterów, były sprzeczne z poglądami sprawców i ich perspektywą normatywnych zachowań. Fotografie mają na celu wskazanie elementów, które zostały odrzucone przez sprawców i stanowiły psychologiczne wytłumaczenie wykorzystania przemocy. Poprzez wskazanie niepożądanych elementów tożsamościowych, ich zestawienie i odwrócenie, powstaje obraz krzywdzących norm społecznych.

wstęp

abc nienawiści

Grożono mi wielokrotnie... Dostaję bardzo dużo wiadomości w mediach społecznościowych, pełnych najróżniejszych wyzwisk i gróźb. „Pedały nie powinny istnieć”, „Pedały do gazu”, „Czym ty w ogóle jesteś” ⁠— te stwierdzenie przewiją się w wiadomościach często. Niektóre wyzwiska są bardzo kreatywne, takie, że Masłowska by pozazdrościła pomysłu. Co do gróźb ⁠— dostawałem groźby bardzo poważnego pobicia, takiego pobicia, którego raczej bym nie przeżył. Aktywnie działam w społeczności [LGBT], więc tego rodzaju wiadomości dostaję często. Bardzo często są to wiadomości napisane w pierwszej osobie, co ciekawe ⁠— przez heteroseksualnych mężczyzn. To jest dla mnie interesujące zjawisko, tym bardziej, że panowie w próbie obrażania mnie, skupiają się często na przestrzeniach analnych. Pewien heteroseksualny mężczyzna, napisał mi ostatnio na przykład, że „wsadzi mi w dupę wielki kij”. To zafascynowanie przestrzenią analną gejów wśród heteroseksualnych mężczyzn jest ogromne. Słyszę też bardzo często „jebać pedałów” ⁠— gdybyśmy przyjrzeli się bliżej co to określenie znaczy... To jest jakiś paradoks, że krzyczą to heteroseksualni faceci. Gróźb i wyzwisk doświadczam też na ulicy. Idę sobie ostatnio ulicą i słyszę „pedały wypierdalać” skierowane w moją stronę ⁠— tak, jakbym był jednoosobową reprezentacją całej grupy „pedałów”.

W podstawówce byłem prześladowany. Bito mnie, wielokrotnie wyzywano. Nazywano mnie np. „kominiarzem” w odniesieniu do tzw. „czyszczenia rur” [nawiązanie do stosunku analnego]. Napiętnowanie i stres czułem przez cały czas. Nauczyciele nie potrafili sobie z tym poradzić. Wielokrotnie słyszałem, że to ja mam się zmienić, a przecież to nie ja robiłem komuś krzywdę. Słyszałem, że kiedy się dostosuję, to będzie mi łatwiej. A ja byłem inny, zbyt „kolorowy” i wyrazisty, miałem konkretne maniery ruchowe, z których teraz robię atut, ale w przeszłości próbowałem je ukryć i się dostosować... Ale po prostu nie umiałem. Nie chciałem stracić siebie, swojej tożsamości. Tak jest zbudowane moje ciało, tak się poruszam ⁠— i za to obrywałem. Bliższe mi były problemy koleżanek, niż świat kolegów. Więcej czasu spędzałem z dziewczynami, ale nigdy nie było pociągu seksualnego między nami. Wmawiałem sobie jako dziecko, że kiedyś będę miał żonę... Sam przed sobą przyznałem się do tego kim jestem dopiero jako dorosły człowiek. Byłem uczony tego, że istnieje twardy podział na cechy męskie i cechy damskie, ale ja nigdy nie rozumiałem tych podziałów, np. dotyczących ubrań ⁠— na męskie i damskie. Zawsze uważałem, że jeśli coś mi się podoba i mi pasuje, to będę to nosił. Noś to, co lubisz nosić ⁠— taką zasadę wyznaję. W moim świecie nie obowiązuje podział na „męskie” i „damskie”. Często w dzieciństwie słyszałem od rodziców i w szkole, żebym „nie ubierał tego, bo to jest babskie”. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego nie mogę założyć rzeczy, która mi się podoba, tylko dlatego, że została sklasyfikowana przez kogoś jako „damska” i jest np. różowa? Ja lubię różowy kolor.

Hejt mnie spotyka cały czas. To nie jest tak, że to była jakaś jednorazowa sytuacja, która się już więcej nie powtórzyła, tylko tych przypadków jest więcej i to regularnie. Ostatnio taka sytuacja była jak wychodziłem z samochodu w centrum handlowym na parkingu podziemnym. Uznałem, że jak będę samochodem jeździł to będzie bezpieczniej, ale... moje wyobrażenia były takie, że wszystko złego co się może stać to jest po godzinie 20:00, a to była godzina chyba 17:00. Pan podchodzi do mnie i mówi „wypierdalaj do siebie”. To było akurat stosunkowo niegroźne, bo miało miejsce w centrum handlowym gdzie jest wiele osób, więc w tym zakresie ja nie czułem się zagrożony, ale kiedyś... czułem się naprawdę zagrożony jak kiedyś wracałem do domu po takim słynnym meczu Polska ⁠— Niemcy. Po meczu poszliśmy jeszcze z koleżanką na piwo, to się przedłużyło do godziny pierwszej. Wracam do domu, idę przez swoje podwórko i zobaczyłem grupę trzech, czterech osób i jeden z nich taki najbardziej agresywny podszedł do mnie i powiedział „zabijemy ciebie i Allaha”. A przecież ja z Allahem nie mam nic wspólnego! Ja jestem urodzony w Polsce, jestem katolikiem. Stwierdzenie absurdalne. Czułem się wtedy zagrożony. Udało mi się szybko otworzyć drzwi do klatki schodowej, ale czułem się bardzo zagrożony. Nie chciałem dzwonić na policję, bo mam niepełnosprawnego brata i bałem się, że ci ludzie później skojarzą, że jest moim bratem i mogą go skrzywdzić. Na szczęście zachowywali się na tyle głośno, że ktoś inny zadzwonił na policję i ta ich rozpędziła.

Jak idę ulicą, bardzo często słyszę za sobą „ciapaty”, „Arab”, „do siebie!”, „do domu!” albo „za dobrze w Polsce”, ale to są sytuacje, które już mnie uodporniły, z którymi ja już się pogodziłem, a wręcz nawet przyzwyczaiłem, bo zdarza się to nawet kilka razy w miesiącu. Ludzie mówiąc do mnie, że jestem „ciapaty” nie zastanawiają się, czy „ciapaty” odnosi się do obywatela Chin, Wietnamu, Afryki czy Polski. Myślą ⁠— on ma inny kolor skóry, dla nich to jest osoba inna. Taki tok rozumowania. Ja kiedyś próbowałem dyskutować z tymi osobami, pokazywałem nawet dowód osobisty, mówiłem, że jestem z Polski. Odpowiadali wtedy, że to nie jest istotne, bo mam inny kolor skóry, więc jestem inny, nie jestem Polakiem. Ludzie automatycznie uznają, że na pewno nie jestem Polakiem, bo mam ciemniejszą karnację. A ja jestem Polakiem. Urodziłem się tutaj i od urodzenia mieszkam w Polsce. Mój ojciec pochodzi z Ghany, mieszka w Stanach Zjednoczonych, a mama jest Polką. Jak ktoś może mnie oceniać, że nie jestem Polakiem? Jestem Polakiem i czuję się w pełni Polakiem.

Ja z białą kobietą po 21:00 na ulicę nie mogę wyjść. Jestem obywatelem Polski, ale z białą kobietą wieczorem wyjść nie mogę. Jeśli bym wyszedł to ona usłyszałaby, że np. „puściła się z czarnym, z Arabem, z Murzynem”, tych epitetów było zawsze bardzo wiele. Dbając o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale i tej osoby, zawsze po zmroku staram się poruszać z kierowcą. Jestem już przyzwyczajony do tego.

Na Instagramie jakiś facet zaczął komentować moje posty. To były komentarze typu „inwalida” i „coś ci się stało z tymi chudymi nóżkami” lub, że „ty to nie wstaniesz”, „nie umiesz chodzić”. Potem zaczął pisać do mnie wiadomości prywatne i ubliżające komentarze, dotyczące mojej niepełnosprawności. Pytał np. po co mój chłopak ze mną jest. Pisał też, że „oszukuję z tym wózkiem i powinnam wstać, dlaczego udaję” oraz, że „inwalidą będę zawsze”. Były też gorsze wiadomości. Był bardzo agresywny względem mnie. Myślę, że chciał się wyładować. Nie wiem co skłania ludzi do pisania takich rzeczy. Nie wiem co im to daje. Satysfakcję? Na szczęście inni internauci mi pomogli, zgłosili to konto i zostało usunięte.

Na ulicy ludzie czasem podchodzą i pytają „co się stało?” to jest denerwujące. Odpowiadam, że to moja sprawa i nie wchodzę w dyskusję. Jadę dalej. Ciągle słyszę pytania „a co się Pani stało?” albo komentarze „taka ładna, a na wózku!” to jest też denerwujące. Nigdy nie wiem jak na to zareagować, ale nie przejmuję się takimi ludźmi.

Miałam problem ze znalezieniem pracy. Spotkałam się z tym, że pracodawcy boją się zatrudniać osoby niepełnosprawne, to powinno się zmienić. Jak mówiłam, że mam orzeczenie o niepełnosprawności to potem już nie oddzwaniali. Niektórzy mają stereotyp na temat osób niepełnosprawnych, myślą, że są niewykształcone, że coś mają z głową, czasem tak nas traktują.

Jak idziemy ulicą razem z moim chłopakiem, który jest pełnosprawny, to ludzie podchodzą do niego i mówią „o, szacun!” nie wiem co to ma znaczyć? „Szacun”, że w o ogóle ze mną jest? To tak, jakby z litości mój chłopak ze mną był? Tak nas z góry oceniają. Olewamy to i jedziemy dalej. Ludzie są nieświadomi. Nie są świadomi, że czasem jedna sekunda może zmienić całe ich życia i z dnia na dzień mogą sami stać się niepełnosprawni. Ja nie byłam kiedyś też tego świadoma.